CZYTELNIA MOFFINA

CSR

"CSR to nie czarodziejska różdżka"

Prof. UEK, dr hab. Janina Filek - absolwentka Akademii Ekonomicznej w Krakowie oraz Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od wielu lat jest pracownikiem naukowo-dydaktycznym Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Od 2009 r. kieruje Zakładem Etyki i Filozofii Społecznej, a od 2011 r. Katedrą Filozofii. Do głównego obszaru jej zainteresowań należą: w filozofii spór racjonalizmu z irracjonalizmem oraz problem struktur myślenia ludzkiego, zaś w etyce biznesu etyczne aspekty zarządzania oraz społeczna odpowiedzialność biznesu. Jest autorką publikacji: „Wprowadzenie do etyki biznesu” i „Wolność i odpowiedzialność podmiotu gospodarującego”. Publikowała m.in. w „Kwartalniku Filozoficznym”, „Prakseologii”, „Etyce”, „Znaku”, „Tygodniku Powszechnym”. Brała udział w licznych konferencjach. Od 2003 roku pełni funkcję Pełnomocniczki Rektora Uniwersytetu Ekonomicznego ds. Osób Niepełnosprawnych. Od 2016 roku sprawuje urząd Prorektora ds. komunikacji i współpracy Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Ireneusz Białek rozmawia z Prof. Janiną Filek, ekspertką w obszarze społecznej odpowiedzialności biznesu.

Ireneusz Białek: W wielu rozmowach i dyskusjach o CSR, a nawet na konferencjach tematycznych często myli się odpowiedzialność społeczną z filantropią, dlaczego?

Prof. Janina Filek: Rzeczywiście tak jest i ma to swoje uzasadnienie historyczne. W Stanach Zjednoczonych XIX wieku rozpowszechniło się przekonanie wywodzące się z protestantyzmu, wedle którego, jeśli ktoś był bogaty, to oznaczało, iż Bóg mu sprzyjał, a za tym szło (ujmując rzecz w pewnym uproszczeniu) zobowiązanie dzielenia się tym majątkiem z innymi. Dobrym tego przykładem było sformułowanie przez Andrew Carnegiego dwóch zasad: dobroczynności i włodarstwa, w zgodzie z którymi ten potentat przemysłowy starał się działać. Można podać także wiele innych przykładów jak bogaci przemysłowcy tamtych czasów przekazywali część swojego majątku na cele charytatywne czy jak Ford na rzecz poprawy warunków pracujących w jego firmie robotników. Ten model wsparcia filantropijnego stał się w Stanach Zjednoczonych bardzo popularny. Trzeba powiedzieć, że w jakimś sensie był nawet inspiracją dla CSR-u, chociaż idea ta zrodzona w Ameryce, rozwinęła się dopiero w Europie.

Dlaczego tak się stało?

Amerykanie tworząc swoje państwo od podstaw postawili raczej na filantropię i organizacje obywatelskie wspierające grupy potrzebujące pomocy przy jednoczesnym bardzo silnym założeniu, że każdy jest kowalem swojego losu. Takie podejście zwalniało rząd z odpowiedzialności za tworzenie rozwiązań społecznych i tym samym podtrzymywało liberalną koncepcję państwa minimalnego. Ówczesne organizacje pozarządowe skupiały najczęściej bogatych ludzi, magnatów finansowych, którzy czasami chcieli dzielić się swoim majątkiem z potrzebującymi zgodnie ze swoją indywidualną decyzją. To jest właśnie filantropia, a nie CSR. CSR opiera się bowiem na odpowiedzialności społecznej podmiotów gospodarczych za to, co już uczyniły oraz za to, co mogłyby w sferze społecznej uczynić w przyszłości. Filantropia wydaje się łatwiejsza w realizacji niż CSR. 

Zarysujmy w takim razie podstawowe różnice pomiędzy filantropią a odpowiedzialnością społeczną.

Są znaczne, jeśli nie diametralne. Filantropia wynika z chęci podzielenia się swoim majątkiem. Jest to decyzja indywidualna i może być jednorazowa. Nie jest też jakby niczym okupiona, ponieważ jeśli na przykład mam milion, a przeznaczę na jakiś zbożny cel 10 tysięcy, to mogę nawet nie zauważyć, że mi coś ubyło. Realizacja koncepcji CSR jest o wiele trudniejsza dlatego, że mówi, iż firma tak jak każdy z nas jest odpowiedzialna za konsekwencje swoich działań (zarówno za te już podjęte, ale także za te które mogłaby, dysponując odpowiednią mocą, podjąć), a zatem wielkie korporacje także taką odpowiedzialność ponoszą. Oczekuje się więc od nich nie jednorazowych akcji sponsoringowych lub filantropijnych, ale długofalowych działań, w których będą starać się uniknąć negatywnych konsekwencji dla społeczności lokalnych, środowiska naturalnego czy swoich pracowników, a także działań pozytywnie wpływających na środowisko społeczne i naturalne. CSR zakłada stałość takich działań, a nie ich akcyjność. Dlatego firmy, które mówią o sobie, że są społecznie odpowiedzialne jeśli popełnią jakiś błąd, to płacą za niego o wiele więcej niż te, które nie ogłaszały się jako odpowiedzialne. Widać więc, że jest to koncepcja trudniejsza, ale i korzyść z jej realizacji jest większa niż z działalności filantropijnej, jeśli podejmowane przez firmy działania staną się stałym elementem ich strategii.

Filantrop jednorazowo daje środki na przytułek, niepełnosprawne dzieci lub jakąś instytucję kulturalną i jest za to najczęściej chwalony. Firma natomiast musi brać pod uwagę różnorodne interesy rozmaitych grup, często ze sobą sprzeczne, aby właściwie zrównoważyć interesy wszystkich interesariuszy. Wymaga to całościowego spojrzenia i konsekwentnego wdrażania. Jeśli się uda, korzyść jest większa od tej, którą osiąga filantrop, ale jeśli się nie uda, strata jest podwójna. Filantrop natomiast ma nieomal zawsze gwarancję odbioru korzyści w postaci dobrego wizerunku.

Wiemy już zatem, czym jest CSR, a czym filantropia. Powiedziała Pani, że idea społecznej odpowiedzialności biznesu bardzo dobrze przyjęła się w Europie. Jakie czynniki na to wpłynęły?

Za najważniejsze z nich uznałabym źródła filozoficzne, tło kulturowe oraz idę demokracji i związany z nią poziom życia. Jeśli chodzi o Europę, to eksplozja CSR-u miała miejsce przede wszystkim w kraju, gdzie rynek był jednym z najbardziej liberalnych, czyli w Wielkiej Brytanii. Jest to może nieco zaskakujące, ale moim zdaniem wytłumaczalne, bo fundamentem systemu brytyjskiego była i jest wolność. Wolność natomiast jest warunkiem koniecznym dla dotarcia do odpowiedzialności. Innymi słowy, aby uświadomić sobie swoją odpowiedzialność, powinniśmy najpierw uświadomić sobie swoją wolność. Poczucie wolności toruje bowiem drogę do odpowiedzialności.

Dodatkowo w Europie silne były tradycje pomocowe i solidarnościowe. Ruch pomocowy w postaci zakładania i prowadzenia ochronek, szpitali, przytułków wspierający potrzebujących był zawsze silny na naszym kontynencie, podobnie jak odwoływanie się do takich wartości jak sprawiedliwość czy równość. Koncepcja CSR także się do nich odwołuje, dlatego też znalazła w Europie podatny grunt.

Ciekawe jest jednak to, że istnieje również przyczyna polityczna sprzyjająca rozwojowi społecznej odpowiedzialności i jest nią idea demokracji, która zrodzona w Europie została przeniesiona do Stanów Zjednoczonych. Demokracja spowodowała, że wiele z nierówności społecznych znacząco się zmniejszyło, co dobrze współgra z ideą CSR-u. Mieszkańcy krajów demokratycznych wiedzą, że jako obywatelom przysługują im, podobnie jak ich sąsiadom, równe prawa w zakresie zatrudnienia, edukacji, ale też wobec obowiązujących w danym kraju przepisów prawa stanowionego. Jeśli firmy jako podmioty gospodarcze stały się także podmiotami życia społecznego pojawiło się zasadne pytanie, dlaczego mają one niejednokrotnie większe prawa niż obywatel danego kraju czy jego sąsiedzi. Zasada równości wobec prawa jako fundament demokracji rodzi słuszne pytanie, czy to jest właściwe, aby firmom wolno było więcej niż każdemu obywatelowi czy jego sąsiadom. Jeśli na przykład obywatel zrobi coś złego, to ponosi za to odpowiedzialność, a jeśli firma coś złego zrobi, to często tej odpowiedzialności nie ponosi, bo jest duża, silna, a odpowiedzialność jednostkowa mocno jest w niej rozmyta. To właśnie idea równości wobec prawa, fundująca demokrację, pozwala pytać o odpowiedzialność społeczną firm przynajmniej w jej wymiarze restrykcyjnym. Koncepcja CSR proponuje w tym miejscu, aby przyjąć, że firmy też ponoszą odpowiedzialność i jeśli niszczą zasady życia społecznego, to podlegają negatywnej ocenie. Warto więc, aby one same poczuwały się jako podmioty do odpowiedzialności i unikały działań destrukcyjnych na rzecz takich, które można określić jako odpowiedzialne społecznie. 

Ponadto, w społecznej odpowiedzialności biznesu istotna jest uczciwość, którą można wywieść z etyki biznesu i to źródło inspiracji dla CSR-u nazwałabym etyczno-biznesowym. Z kolei poziom życia jest o tyle ważnym czynnikiem sprzyjającym rozwojowi CSR, że wiąże się ściśle z wykształceniem. Jeśli ludzie są wykształceni, to rozumieją, że życie w społeczeństwie demokratycznym wiąże się nie tylko z uprawnieniami, ale również z obowiązkami.

Ale CSR z założenia jest obowiązkiem, który firma jako podmiot nakłada na siebie niejako dobrowolnie.

Tak, w tym momencie warto powiedzieć o wolności negatywnej i pozytywnej.

Wolność negatywna oznacza walkę o różnego rodzaju uprawnienia i działanie na rzecz zrzucania tych więzów czy barier, które nas ograniczają, a wolność pozytywna oznacza, że skoro dysponujemy przestrzenią, w której decydujemy o własnym życiu, a tym bardziej o życiu innych, to możemy ją zagospodarować w zły lub dobry sposób. I na tym wyższym poziomie świadomości wolności firmy mogą uznać, że jeśli są na przykład dużą korporacją dysponującą wpływami i środkami finansowymi, to mogą zrobić coś dobrego, czyli w pozytywny sposób zagospodarować tę wolność, a nie tylko zrzucać z siebie ograniczenia i więzy, jak na tym niższym poziomie, czyli na poziomie wolności negatywnej. Problem polega jednak na tym, że do wolności pozytywnej dochodzi się zawsze poprzez wolność negatywną, bo taki jest mechanizm rozwoju świadomości wolności. Dopiero egzystencjaliści zauważyli, że jeśli człowiek jest wolny, to w obszarze działań podjętych w ramach tej wolności staje się odpowiedzialny.  

Czy wobec tego odpowiedzialność może być też negatywna?

Tak, odpowiedzialność negatywna odpowiada wolności negatywnej, a odpowiedzialność pozytywna wolności pozytywnej.

Odpowiedzialność negatywna to tak zwana odpowiedzialność restrykcyjna, za to, co już się złego uczyniło. Jeśli firma nie zapłaci podatku, to musi poddać się karze, czyli ponieść odpowiedzialność za czyn nieuiszczenia fiskusowi obowiązującej daniny. Odpowiedzialność pozytywna natomiast pojawia się w przypadku działań, które mogą zostać podjęte, czyli za to co okaże się dobre i pożyteczne dla społeczeństwa, a firma zechce je podjąć dobrowolnie. Mamy tu zatem opozycję: odpowiedzialność negatywna wiąże się z przymusem, a odpowiedzialność pozytywna z dobrowolnością. W ramach tej drugiej można oceniać firmy za to, czego nie zrobiły, choć mogłyby zrobić lub oceniać różnorodne działania dobrowolnie przez firmy podejmowane. Ta właśnie odpowiedzialność w ostatnim okresie staje się ciekawym obszarem walki konkurencji, przynoszącej dodatkowe korzyści całemu społeczeństwu.

I to jest niezwykle ciekawy moment, bo w wyniku tego typu konkurencji na dobrowolne działania firm w obszarze odpowiedzialności społecznej może dziać się wiele pożytecznych rzeczy. Jak zatem zwiększyć świadomość wolności pozytywnej, aby firmy chętnie podejmowały się pozytywnej odpowiedzialności, czyli realizowały modelowy CSR?

Jest tu kilka problemów do poruszenia.

Jeśli patrzy się na rozwój naszej cywilizacji to można zauważyć, iż ludzkość już niejednokrotnie uświadamiała sobie, że niektóre z wcześniej przyjętych kierunków rozwojowych stanowić mogą zagrożenie dla niej samej i w tej sytuacji światli przedstawiciele naszego gatunku inicjowali poszukiwanie rozwiązań eliminujących owo zagrożenie. Przykładem dwudziestowiecznym jest zniszczenie środowiska naturalnego, zaś jednym ze znalezionych rozwiązań koncepcja CSR, propagująca dobrowolne samoograniczenie się korporacji w działaniach prowadzących do dewastacji środowiska naturalnego. Nałożenie na siebie obowiązku większej dbałości o środowisko byłoby w takim wypadku jednym z rozwiązań równoważnym zawróceniu ze złej ścieżki, na którą wstąpiliśmy. Aby to jednak stało się możliwe, społeczeństwo powinno być na tyle uświadomione, aby zadawać firmom pytania, na przykład takie, czy ich działalność nawet poza krajem, w którym działalność ta jest zarejestrowana nie powoduje nadmiernych zniszczeń w środowisku naturalnym lub nie wywołuje negatywnego wpływu na rolnictwo. Takie pytania nie są czymś całkowicie nowym. Na przykład w czasach monarchii, niektórzy myśliciele wybiegający daleko poza problemy swej epoki zadawali pytanie: dlaczego jeden człowiek ma autorytarnie decydować o przyszłości całej społeczności, a ci, których te decyzje dotyczą nie mogą o niczym decydować. Takie i podobne pytania zrodziły ustrój parlamentarny, który dzisiaj uważamy za fundament systemu demokratycznego. Zadawanie pytań w przestrzeni gospodarczej jest na obecnym etapie rozwoju ekonomicznego społeczeństw równie ważne i zasadne i może doprowadzi do wykształcenia się równie fundamentalnych wartości lub zmiany dotychczasowych zasad gospodarowania.

System rynkowy przyczynił się niewątpliwie do wydłużenia naszego życia jednostkowego, zwiększenia bezpieczeństwa materialnego, opieki medycznej i edukacji, ale są w nim wciąż pewne niedoskonałości. Jedną z nich jest powstawanie zbyt wielkich korporacji, które jeśliby korzystały wyłącznie z wolności negatywnej, mogłyby okazać się poważnym zagrożeniem nawet dla niektórych rządów. Obecny kryzys dobrze chyba ilustruje ten proces. Ograniczył on zresztą działania w obszarze CSR-u, ale paradoksalnie także pokazał, że są one bardzo potrzebne, bo nie powinno być tak, że instytucje finansowe robią co chcą, a negatywne konsekwencje swoich działań zrzucają na społeczeństwa. Dlatego świadomi konsumenci powinni zadawać pytania, a ich zadawanie wydaje się jednym z mechanizmów poszukiwania nowych rozwiązań chroniących naszą cywilizację przed zagrożeniem sprowadzonym przez nas samych.

Ta świadomość obywatelska, szczególnie świadomość konsumentów jest niezwykle istotna, bo pozwala nie tylko na stawianie pytań, ale także na podejmowanie działań zapobiegawczych. Jeśli konsumenci wiedzą, że jakaś firma produkuje towary przy jednoczesnym łamaniu praw człowieka lub z negatywnym wpływem na środowisko naturalne, mogą ją zbojkotować i zaprzestać zakupu jej towarów.

Ale często decyduje o tym jednak kryterium ceny, a nie miejsce lub sposób produkcji.

Tu wchodzi w grę poziom życia i wykształcenie społeczeństwa. Im jedno i drugie jest na wyższym poziomie, tym świadomość jest większa i pozwala dokonać bardziej racjonalnego wyboru. CSR to nie jest czarodziejska różdżka, która wszystko od razu może zmienić, ale zbiór rozwiązań, które jeśli zostaną rozwinięte, mogą przynieść dobre i pożądane rezultaty w dłuższej perspektywie. Społeczeństwo może natomiast taki proces przyspieszyć poprzez wymuszanie na firmach swoimi zakupami tego, aby postępowały w sposób odpowiedzialny. 

Czy jednak CSR nie jest piękną ideą na bogate czasy lub po prostu utopią?

W jakimś sensie jest ideą na bogate czasy, bo w czasach prosperity nie ma tak silnej pokusy do nieuczciwego postępowania i łatwiej nakłonić firmy do wdrażania zasad CSR-u niż wczasach kryzysu.  W czasach głębokiego kryzysu jest to o wiele trudniejsze, co dobrze obrazuje polskie przysłowie: tonący brzytwy się chwyta. Co do kwestii utopii, to na to pytanie odpowiem pytaniem. Czy swego czasu nie było utopią to, co mówił John Locke o liberalnej demokracji przeciwstawiając ją obowiązującej wtedy monarchii lub czy nie było utopią domaganie się dwieście lat temu praw wyborczych dla kobiet? W jakimś sensie większość światłych idei, które stały się podstawą rozwoju ludzkości były kiedyś utopiami. Z tego punktu widzenia CSR wydaje się światłą utopią, na bazie której mogą powstać kolejne koncepcje, prowadzące z czasem do pozytywnej zmiany społecznej.

Do tej pory mówiliśmy o dużych korporacjach, a jak CSR ma się w małych i średnich przedsiębiorstwach?

CSR rzeczywiście jest najbardziej obecnie widoczny w dużych korporacjach, ale nawet w Polsce istnieje wiele małych i średnich przedsiębiorstw, które niejednokrotnie odwołują się do przedwojennych tradycji, a które moglibyśmy uznać za CSR-owe, choć wtedy się takim terminem nie posługiwano. Chodzi mianowicie o troskę o pracowników, uczciwe ich traktowanie, dbałość o lokalną społeczność i pomoc potrzebującym. Wiele z tych firm kontynuuje te działania do dzisiaj lub do nich w jakiś sposób nawiązuje. Z uwagi na fakt, że firm takich jest bardzo dużo, to suma ich działań ma wielkie znaczenie społeczne. Dodatkową wartością jest fakt, że działania te inicjowane są oddolnie i zrodzone ze spontanicznego entuzjazmu, podczas kiedy strategie CSR-u w dużych firmach są z reguły wytyczane odgórnie i pochodzą z centrali korporacyjnej.

Powiedziałabym zatem, że taki mały, oddolny i wynikający z entuzjazmu CSR może być równie wielki w sensie rezultatu jak ten korporacyjny.

Dlaczego Pani zdaniem niepełnosprawność pozostaje na uboczu, kiedy mówimy o CSR?

Pozostawanie problematyki niepełnosprawności na peryferiach CSR-u w Polsce jest bezpośrednim odbiciem tego, co o problemie niepełnosprawności myśli nasze społeczeństwo. Jeśli ono uważa, że te kwestie powinny pozostać na uboczu, to tak też widzą je przedsiębiorcy i nie umieszczają wyzwań związanych z niepełnosprawnością w strategiach CSR-u. To jednak zaczyna się powoli zmieniać i pojawiają się przykłady firm, które włączają tę problematykę coraz częściej do swoich działań CSR-owych. Muszę jednak powiedzieć, że idzie to wolno, bo wiąże się to ze zwiększaniem świadomości własnych pracowników, a to jest zawsze proces długotrwały oraz z pewnymi nakładami finansowymi choćby na adaptację miejsc pracy. Natomiast inne działania tradycyjnie postrzegane jako CSR przynoszą szybszy i bardziej bezpośredni zysk. Tym niemniej ci, którym się takie włączenie osób niepełnosprawnych w strategię CSR uda, wyznaczą zapewne w przyszłości standardy w tym zakresie.

Takie działania nazywa się coraz częściej CSR plus D1 . Na zakończenie chciałbym Panią Profesor zapytać o Pani wyobrażenie menedżera jutra.

Menedżer jutra musi przede wszystkim być osobą wszechstronnie wykształconą i niezamykającą się wyłącznie w swoim polu zainteresowań tj. ekonomii. Musi rozumieć społeczeństwo i być osobą zorientowaną na potrzeby lokalnych społeczności. Musi się też stale uczyć i rozwijać, bo społeczeństwa i jego potrzeby stale się zmieniają. Sama nazwa menedżer jutra, pokazuje, że musi on umieć przewidywać przyszłość, a żeby to umieć, musi rozumieć teraźniejszość i co czasami zaskakuje także przeszłość, czyli mieć wszechstronną wiedzę, w tym historyczną, filozoficzną i socjologiczną.  

Dziękuję za rozmowę.

-------------

1 CSR plus D - chodzi o ideę odpowiedzialności społecznej w połączeniu z niepełnosprawnością (z ang. disability).

Na górę

COPYRIGHT © 2013-2017 MOFFIN. | Realizacja: SWgroup CMS | Sitemap