CZYTELNIA MOFFINA

FOTOGRAFIA

O przełomach, syrence, „zajączku” i orzełku - Ireneusz Białek rozmawia z Chrisem Niedenthalem

Chris Niedenthal - ceniony fotograf europejski. Pracował m.in. dla amerykańskiego tygodnika „Newsweek”, a od połowy lat 80-tych dla tygodnika „Time”, dla którego fotografował w całej Europie Wschodniej i Związku Radzieckim. Urodził się w Londynie w 1950 r. Syn polskich emigrantów wojennych, którzy podczas II wojny światowej znaleźli się w Wielkiej Brytanii. W 1998 r. Chris Niedenthal przyjął obywatelstwo polskie. Był pierwszym zagranicznym fotoreporterem, wraz z angielskim dziennikarzem Michaelem Dobbsem, którego wpuszczono do Stoczni Gdańskiej im. Lenina podczas strajku w sierpniu 1980 r. W czasie stanu wojennego zrobił z ukrycia setki fotografii. Jego zdjęcie przedstawiające transporter opancerzony SKOT, stojący w Warszawie na tle kina Moskwa, na którego fasadzie billboard reklamował film Francisa Forda Coppoli „Czas apokalipsy”, zyskało międzynarodową sławę i uchodzi za ikoniczne przedstawienie stanu wojennego w Polsce. Fotografował przełomowe momenty w historii Polski, m. in. pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Ojczyzny, czy Tadeusza Mazowieckiego w geście zwycięstwa tuż po zaakceptowaniu przez Sejm jego rządu.

Ireneusz Białek rozmawia z Chrisem Niedenthalem - cenionym fotografem europejskim.

Ireneusz Białek: Nie zauważył Pan Syrenki na swoim słynnym zdjęciu?

Chris Niedenthal: Rzeczywiście, nie zauważyłem. Robiłem to zdjęcie z galerii sejmowej, długim obiektywem i nie widziałem, że na tym orzełku jest jeszcze Syrenka Warszawska. Niby taki nieistotny szczegół, ale przecież może być ważny.

I.B.: Tak, właśnie. Nasz „Światłoryt” otwiera oczy i to bez względu na to, czy się jest osobą niewidomą, czy widzącą, a nawet autorem zdjęcia.

C.N.: . Dokładnie! To jest jednak zawsze miłe kiedy inni komentują zdjęcia fotografa i on się dowiaduje, co tam naprawdę uchwycił - zarówno przy takich szczegółach jak owa Syrenka, ale także w warstwie emocjonalnej, historycznej. Te orły na balustradach to pamiętam, bo w czasach PRL-u chodziłem pomiędzy ławami rządowymi, na których te orły były. Na marginesie mówiąc, fotograf miał wtedy dużo większą swobodę w robieniu zdjęć w Sejmie. Mogłem sobie tak chodzić pomiędzy tymi Jaruzelskimi, Gierkami i fotografować. Teraz można tylko robić zdjęcia z daleka.

I.B.: W przypadku zdjęcia z Tadeuszem Mazowieckim Gierka już nie było, ale Jaruzelski tak. Jakie emocje Panu wówczas towarzyszyły?

C.N.: Cóż, znakomitość pracy fotoreportera polega między innymi na tym, że może być blisko wydarzeń, w tym wypadku wydarzeń przełomowych dla historii Polski. Większość ludzi to też oczywiście przeżywała oglądając te wydarzenia w telewizji. Jednak oglądanie na szklanym ekranie, a bycie w tym na żywo, to dwa różne światy. Mieliśmy wszyscy ogromną nadzieję, że wreszcie coś się zmienia, że po raz pierwszy po II wojnie światowej, w tej części Europy, rządem pokieruje niekomunistyczny premier. Historia tworzyła się na naszych oczach.

I.B.: Nie bał się Pan, że ręka drgnie w nieodpowiednim momencie?

C.N.: Taki lęk często mi towarzyszył we wzruszających chwilach. Bałem się, że nie złapię odpowiedniej ostrości, emocje były wtedy duże i odgrywały rolę. Sam Premier Mazowiecki też je wówczas okazał pokazując słynnego „zajączka”, czyli gest zwycięstwa i dane mi było ten właśnie moment uchwycić. Na szczęście ostrość była jednak dobra. Wielu kolegów wtedy fotografowało.

I.B.: Ale to Pańska fotografia przeszła do historii.

C.N.: Może dlatego, że była kolorowa, nie wszyscy wtedy używali koloru.

I.B.: Dla audiodeskrypcji byłoby może prościej bez kolorów, a tak spór się toczył o odcień czerwieni na krawacie Premiera i kolor koszuli. Wydaje się, że jest błękitna, ale niektórzy twierdzą, że nie nosiło się w tamtym czasie błękitnej koszuli.

C.N.: . Może tak się ułożyło światło, że się wydaje błękitna, a jest biała, ale nie pamiętam niestety jaka była w oryginale.

I.B.: Jak się robi takie zdjęcie?

C.N.: Fotograf zawsze czeka na coś niezwykłego. Gdyby Premier po prostu usiadł, zrobilibyśmy mnóstwo zdjęć i wszystkie byłyby takie same, bez wyrazu. Zdecydował się jednak na ten gest i to spowodowało, że efekt jest taki jaki jest. To był w ogóle dzień obfitujący w emocje, bo przecież Tadeusz Mazowiecki wtedy zasłabł. Nie wiedzieliśmy wówczas na ile jest to poważna historia, zszedł przecież z mównicy. Opowiadał mi później, że nie spał tej nocy, pisał przemówienie, wypił mnóstwo kawy i odpalał papierosa od papierosa. Nic więc dziwnego, że mógł się poczuć wtedy gorzej.

I.B.: To też jest w „Światłorytowym” opisie uchwycone – podkrążone oczy Premiera.

C.N.: Tak, czas to był niezwykły, a w Sejmie panowała wyjątkowa atmosfera. Wszyscy czekaliśmy co będzie się dalej działo. Szczególnie dla mnie było to istotne jako dla kogoś kto przyjechał zza granicy i poświęcił wiele lat, aby dokumentować tę polską rzeczywistość i nagle jestem przy takiej wymarzonej zmianie. Fotograf musi jednak jakoś nad takimi emocjami panować, uważnie patrzeć i wiedzieć, w którym momencie nacisnąć spust.

I.B.: W kilku innych momentach też Pan wiedział. Przeszedł Pan tę polską drogę do wolności – od „Czasu apokalipsy”, przez Mazowieckiego do wyprowadzenia wojsk radzieckich.

C.N.: Tak, z Bornego Sulinowa, gdzie bardzo zmokłem, bo pierwszy kontyngent Rosjan wyjeżdżał stamtąd w ogromnym deszczu. Cała ta moja praca była jedną wielką emocją, bo przecież zależało mi na tym, aby w Polsce było lepiej.

I.B.: I siedzimy sobie teraz w kawiarni kontentując się dobrą kawą i ciastkiem jak we Włoszech. Jest lepiej, po prostu normalnie, ale z drugiej strony nie będzie już takich kluczowych zmian ustrojowych. Nie brakuje Panu przełomów?

C.N.: . No mam nadzieję, że nie będę już przełomów musiał fotografować, choć niestety na to się teraz zanosi. Mówi się dzisiaj, że Polska jest w takim złym stanie. Moim zdaniem tak dobrze w Polsce ostatnich lat nigdy jeszcze nie było i mam nadzieję, że kraj się będzie dalej w tym kierunku rozwijał i że nic nie stanie mu na przeszkodzie.  Ci wspaniali ludzie, których fotografowałem wykonali ogromną pracę i należą się im za to podziękowania. Ja już nie chcę biegać za politykami, zostawiam to młodym fotoreporterom, którzy lepiej orientują się w tym, co dzieje się teraz. Ta praca była też bardzo wyczerpująca, a ja nie mam dwudziestu, czy trzydziestu lat, żeby ją w tym tempie nadal wykonywać.

I.B.: À propos dwudziestolatków, spotyka się Pan z nimi? Rozmawiacie o Pana fotografiach? Oni się urodzili już w kapitalizmie. Interesuje ich PRL?

C.N.: Tak, mam wiele spotkań autorskich z młodzieżą. Z jednej strony moje fotografie z dawnych lat są dla nich czystą abstrakcją, ale część z nich bardzo tamte czasy interesują. Ostatnio na spotkanie w Kinotece przyszło bardzo wiele osób i zadawali mnóstwo pytań. Wytrzymali parę godzin, a ja odpowiadałem i pokazywałem zdjęcia na dużym ekranie filmowym.

I.B.: Może chodzi o to, że opowiada Pan o świecie za pomocą techniki wizualnej, co obecnym pokoleniom odpowiada?

C.N.: Może tak być i dodatkowo są to zdjęcia robione analogowo, czego już prawie nikt teraz nie robi. Oni o to pytają, dyskutują, poznają naszą historię w ten właśnie sposób. Jako fotoreporterzy dysponujemy medium, z którego szybko można się czegoś dowiedzieć. To zapewne też im odpowiada. Ja zawsze lubiłem polską młodzież, lgnąłem do niej, bo w tamtym systemie oni dużo czytali, dyskutowali o literaturze światowej, która tu była trudno dostępna. W Londynie natomiast czułem się gorzej, bo śmieję się, że tam w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych jedynym problemem młodzieży było do jakiego pubu się wybrać wieczorem, a ja nie lubiłem piwa, więc się nudziłem.

I.B.: Ferment intelektualny jako opór przeciwko władzy, no to tego już nie ma. Więzy społeczne się rozluźniły.

C.N.: I ja to odczuwam, a więc pod tym względem dobiliśmy do standardu zachodnioeuropejskiego, co w tym przypadku akurat mniej mi odpowiada. Wciąż jednak jest to ciekawy kraj z ciekawymi ludźmi. Wtedy po prostu ów opór przeciwko władzy korzystnie wpływał na kulturę i sztukę, powstawały dobre kabarety, pisano dobre książki, robiono dobre zdjęcia i filmy. Ale dzisiaj ten ferment intelektualny jako opór przeciwko władzy może jeszcze się odrodzić. Okazuje się, że ten rozdział nie został na zawsze zamknięty.

I.B.: Cieszę się, że najważniejsze zdjęcia z tej Pańskiej fascynującej drogi fotoreportera, możemy też zaprezentować osobom z problemami wzrokowymi, ale sądzę, że współpraca w tym zakresie pomiędzy MOFFIN i Europejskim Centrum Solidarności zaowocuje też kolejnymi odkryciami dla wszystkich innych zainteresowanych historią. Na www.swiatloryt.pl mogą się bowiem spotkać osoby niewidome i widzące i każdy znajdzie tam coś dla siebie, choćby odkryje Syrenkę, od której zaczęliśmy naszą rozmowę i dowie się kto jest jej autorem. Każdy lubi też przecież posłuchać dobrego lektora czytającego ciekawy opis do zdjęcia. A osoby niewidome zwiedzające ekspozycję w ECS będą od tej pory mogły również dotknąć wypukłej wersji Pana słynnej fotografii z Tadeuszem Mazowieckim w geście zwycięstwa.

C.N.: Dotykając „Światłorytu”. Bardzo mi się to podoba i cieszę się, że taki projekt istnieje.

I.B.: Bardzo dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że spotkamy się w Gdańsku przy większej liczbie „Światłorytów”.

C.N.: Dziękuję i do zobaczenia.

Na górę

COPYRIGHT © 2013-2017 MOFFIN. | Realizacja: SWgroup CMS | Sitemap