CZYTELNIA MOFFINA

SPOŁECZEŃSTWO

Każdy ma swoją scenę

Irek Białek rozmawia z Agą Zaryan, wybitną wokalistką jazzową, autorką m. in. płyty „Remembering Nina and Abbey”, poświęconą muzyce Niny Simone i Abbey Lincoln, które tworzyły w czasach segregacji rasowej i walczyły z tym zjawiskiem. Aga Zaryan jest zaangażowana społecznie na rzecz różnorodności i została za to wyróżniona nagrodą Forum Odpowiedzialnego Biznesu Gwiazda Dobroczynności 2017.

 

Irek Białek: Czy o różnorodności myślałaś zawsze tak jak teraz, czyli czy zawsze było to dla Ciebie zjawisko naturalne?

Aga Zaryan: Moi rodzice nigdy nie robili ze zjawiska różnorodności żadnej sprawy. Było dla mnie zupełnie naturalne, że wokół żyją różni ludzie, że część z nich nie ma żadnych ograniczeń, a część się z nimi rodzi lub nagle życie im te ograniczenia narzuca.

Myślę, że dla dziecka różnorodność jest naturalna, pod warunkiem, że rodzice nie komentują tego w negatywny sposób. Błędy niestety często popełniają dorośli, przekazując podopiecznym rozmaite stereotypy i własne uprzedzenia.

I.B.: W traktowaniu różnorodności jako zjawiska naturalnego ma więc zasadnicze znaczenie wychowanie.

A.Z.: Wychowanie i edukacja najbardziej determinują to, abyśmy byli otwarci na zjawiska inne niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Tak wychowuję swoje dzieci. Jeśli one od małego chodzą na paradę równości, to przyjmują w sposób naturalny, że nie wszyscy ludzie są heteronormatywni. Mam przyjaciół i kuzyna, którzy są homoseksualni. Moja mama ma przyjaciółki lesbijki. Moje dzieci obserwując różnorodność we własnym środowisku widzą, że świat na szczęście nie jest czarno-biały. W moim domu rodzinnym nie było tematów tabu. Również teraz nie ma wstydliwych zagadnień. Rozmawiamy o wszystkim, nie unikamy nietypowych tematów, nie ma u nas głupich czy niewłaściwych pytań.

I.B.: Polska była kiedyś różnorodna, a teraz powracamy do homogeniczności. Dlaczego?

A.Z.: Nasza trudna historia m.in wojny, holokaust, komuna – to wszystko bardzo polskiej różnorodności zaszkodziło, jesteśmy krajem, który przeszedł wiele traum, a teraz rządząca partia wprowadza, ku mojemu przerażeniu, retorykę o zabarwieniu narodowo-nacjonalistycznym. To pobudza lęk przed wszystkim, co jest nietypowe, nie białe i katolickie. To co nie jest czysto polskie jest złe. Jeśli coś się wymyka stereotypom to budzi się natychmiast jakaś obawa przed „innym” i powoduje szukanie kozła ofiarnego, na którego możemy przerzucić, często naszą winę i wyrzuty sumienia.

I.B.: Jak to możliwe, po dwudziestu kilku latach polskiej wolności, także opartej w jakiejś mierze o różnorodność, bo ludzie zaczęli podróżować, inni z kolei przyjeżdżali do Polski z szerokiego świata?

A.Z.: Moim zdaniem to był za krótki okres. Dopiero teraz zaczynamy się nad niektórymi ważnymi sprawami pochylać, jak choćby nad tym, że ludzie poruszający się na wózkach muszą mieć możliwość poruszania się w dostępnej przestrzeni miejskiej. W mojej dzielnicy jesteśmy również w tyle, nawet przejście do tramwaju nie jest dostosowane dla osób niepełnosprawnych. Nie są w stanie komfortowo i bez stresu podróżować tramwajem. Jako matka małych dzieci musiałam również szukać lepszego miejsca, żeby dostać się z wózkiem na przystanek tramwajowy. Nie było podjazdu, schody strome i śliskie. Często poruszając się z wózkiem wyobrażałam sobie codzienność ludzi z niepełnosprawnościami w Polsce.

Powoli zaczyna się to mam nadzieję zmieniać, ale to jest zbyt wolna zmiana. Polska była w stanie takiego rozkładu, że zajmowaliśmy się innymi sprawami, a nie podjazdami dla matek i osób niepełnosprawnych ruchowo, utrudnieniami w życiu codziennym osób niewidomych, czy kwestiami dotyczącymi praw Polaków i Polek mających inną orientację seksualną.

Były przez cały czas transformacji tak zwane ważniejsze sprawy. Dopiero teraz nadszedł moment na nadganianie tego wszystkiego, a dzieje się coraz gorzej. Ludzie z niepełnosprawnościami czy nieheteronormatywni czują się wykluczeni w Polsce, straszy się nimi społeczeństwo lub ignoruje ich głos. Nastąpił czas przyzwolenia na różne nagonki. Tak źle pod tym względem nie było od 1989 roku.

I.B.: Było więc Twoim zdaniem zbyt mało czasu, aby różnorodność weszła do głównego nurtu życia?

A.Z.: Tak uważam. Mentalności tak łatwo się nie zmienia. To się nie dzieje z dnia na dzień, to jest proces. Był to temat właściwie nieobecny w edukacji. Każdy w domu coś dzieciom przekazywał. Każda władza zaniedbywała te ważne tematy, ale obecna daje przyzwolenie na narrację i zachowania, które jednak wcześniej były nie do pomyślenia. To jest przerażające, smutne i wsteczne w stosunku do tego, co ma miejsce w krajach rozwiniętych.

I.B.: Co można zrobić, aby to zmienić?

A.Z.: Różnorodność nas wzbogaca. Dzięki niej uczymy się wrażliwości społecznej, empatii, samych dobrych rzeczy. Dzięki tej nauce możemy z kolei ofiarować coś innym, a to do nas powraca w postaci pozytywnej energii. Dobro powraca, wierzę w to!

I.B.: Co objawiło się w nagrodzie dla Ciebie za promowanie różnorodności.

A.Z.: Powiedziałam, że tej nagrody w ogóle nie powinno być, bo mówienie o tym, że ludzie są biali, czarni, tęczowi lub niepełnosprawni jest dla mnie oczywistością. Rodzimy się różni. I każdy powinien czuć się dobrze w swoim kraju.

I.B.: Może jednak trzeba czasem powtarzać oczywistości, aby stały się rzeczywistością.

A.Z.: Może. Ja często mówię to wszystko ze sceny i podkreślam, jak ta różnorodność była ważna dla rozwoju jazzu, że tę specyficzną muzykę tworzyli tak bardzo różni ludzie i to stanowi do dziś jej bogactwo. Nina Simone i Abbey Lincoln żyły w czasach segregacji rasowej i też z tym zjawiskiem walczyły. Odczuwam misję, żeby walczyć z nietolerancją i dyskryminacją. Po koncertach często rozmawiam o tym z ludźmi i słyszę, że dla nich jest to ważne, że poruszam te niewygodne czy krępujące tematy podczas występów. Niektórzy mi mówią, że na tym tracę, ale ja nie chcę kalkulować. Ostatnio nawet śpiewając w cerkwi w małej miejscowości w Polsce, o tym mówiłam podczas koncertu.

Podobno kilka osób wyszło, ale głównie usłyszałam salwę braw i dostałam po występie mail, że to tak ważne w małych miejscowościach i wsiach mówić o tym, że geje i lesbijki to pełnowartościowi ludzie, bo ich życie jest często katorgą i nie mają w nikim wsparcia.

Ksiądz po zakończeniu koncertu nie odezwał się na ten temat słowem. Podobno minę miał podczas „mojego kazania” bardzo niewyraźną.

I.B.: Jest chyba faktycznie tak, że lokalnie niewiele się w tej mentalności zmieniło.

A.Z.: Kto dokona coming outu w miejscowości, w której określenie „pedał” jest największą obelgą? Przecież każdy będzie się obawiał reakcji innych. Dlatego mówię o tym głośno, narażając się na tak zwany hejt.

Na Facebooku kiedy wsparłam Kampanię Przeciw Homofobii pojawiły się wpisy na moim fan page’u: „widać nic już nie masz do powiedzenia, bo promujesz pedalstwo”, „spalę Twoją płytę”, „już nigdy nie pójdę na Twój koncert”, „niech Ci się pedał urodzi”, „kariera nie idzie i musisz się podpromować modnymi tematami”.

I.B.: Co trzeba Twoim zdaniem zrobić, aby powrócić do normalności w tym temacie, aby różnorodność znowu wzbudzała ciekawość, a nie lęk, czy wręcz przerażenie?

A.Z.: Znowu powrócę do edukacji. O różnorodności powinniśmy uczyć w szkole i tłumaczyć dzieciom, że jest ona czymś normalnym, zawsze była obecna, jest i będzie i że należy z niej czerpać. Jednak, gdy patrzę na moją przyjaciółkę, która ma czarnoskóre dziecko i na horror, jaki przeżywa w wyniku komentarzy, jakie to dziecko słyszy w szkole, to nie wiem, czy to wszystko się tu na naszym gruncie uda. Wielu ludzi w tej sytuacji myśli o emigracji.

I.B.: Tak, słyszę to faktycznie od wielu wykształconych ludzi, którzy mają dość otaczającej ich rzeczywistości. Najczęściej w tym kontekście pada jedno sformułowanie – chory kraj.

A.Z.: Jest źle, ale ja mam wciąż poczucie, że to tak samo mój kraj, jak i każdego innego. Dlaczego więc miałabym go opuszczać? Mam w sobie niezgodę na to, co się teraz dzieje, na to co słyszę w mediach narodowych, ale dlaczego mam całkowicie zmieniać swoje życie? Chcę to przetrzymać i być przyzwoita. Jak mawiał profesor Bartoszewski, warto być przyzwoitym. To tylko tyle, albo aż tyle. Dlatego myślę, że trzeba działać w swoich środowiskach, siać i dzielić się dobrem, choć też zaczynają się przez to wytwarzać enklawy i ludzie się w nich zamykają. Chciałabym optymistycznie zakończyć tę naszą rozmowę, ale nie potrafię, bo chyba faktycznie znajdujemy się teraz jako społeczeństwo w jakimś ślepym zaułku mentalnym.

I.B.: Może nie wszystko musi mieć swój happy end, ale dziękuję, że znalazłaś czas, aby się spotkać i o tym porozmawiać, że mówisz ze sceny rzeczy ważne.

A.Z.: Dziękuję. Każdy ma swoją scenę i niech robi coś drobnego dla różnorodności, dla dobra społecznego, a może się uda jakoś wyjść z tej matni. Mimo wszystko nadal wierzę w ludzi, gdyż spotykam czasami niezwykle postacie, które przenoszą góry.

Na górę

COPYRIGHT © 2013-2017 MOFFIN. | Realizacja: SWgroup CMS | Sitemap